Ciężka praca, talent, a może uprawianie sportu od najmłodszych lat?
Szacowany czas czytania: 10 minut
Rozmowa z Mateuszem Klaklą o tym, jak sportowa przeszłość ma wpływ na wyniki w bieganiu.
W świecie sportu często mówi się o wrodzonych predyspozycjach, które mogą decydować o tym, czy ktoś osiągnie sukces. Ale jak na wyniki w bieganiu wpływają umiejętności wypracowane w innych dyscyplinach? Czy to, co rozwijaliśmy w młodości, może stać się fundamentem dla późniejszych osiągnięć w innej dziedzinie sportu, np. w bieganiu maratońskim?
Zapraszam Was do tematu, który jest mi szczególnie bliski, ponieważ też od dzieciństwa trenowałem piłkę nożną, a obecnie poświęcam się bieganiu. Dziś porozmawiam z Mateuszem Klaklą – biegaczem, który jeszcze kilka lat temu trenował piłkę nożną, a obecnie regularnie osiąga czasy maratońskie poniżej 3 godzin.
Jak wytrenowana na boisku piłkarskim szybkość, dynamika i wytrzymałość wpłynęły na jego biegową przyszłość? Czy cechy wypracowane na boisku ułatwiły mu start w nowej dyscyplinie, a może kluczowe okazały się genetyczne predyspozycje? Przeczytajcie, co Mateusz ma na ten temat do powiedzenia.
– Grałeś w centralnej lidze juniorów w Pogoni Szczecin, czy właśnie wtedy byłeś najbliżej dużej piłki?
M. K.:
Tak. Wtedy wyglądało to w ten sposób, że CLJ była tak naprawdę jedną drużyną z II zespołem. Trenowaliśmy razem, a na mecze były selekcjonowane dwie kadry.
– Na jakiej pozycji najczęściej grałeś?
Na początku był to defensywny pomocnik „6”, a później prawa obrona lub wahadło.
– Już wtedy dostrzegałeś u siebie predyspozycje wydolnościowe? (Trener ustawiał Cię na boku, gdzie musiałeś ciągle biegać „przód-tył”?)
Od zawsze byłem „wybiegany” i miałem dobrą wrzutkę, więc to były dwa główne argumenty trenera przy zmianie pozycji. W formacji 3-5-2, gdzie tak naprawdę sam byłem na prawej stronie, naprawdę sporo trzeba było się nabiegać.

– Jak wspominasz treningi w akademii Pogoni Szczecin? To jedno z najlepszych miejsc do rozwoju piłkarskiego w Polsce. Wyniki drużyn młodzieżowych Pogoni robią wrażenie – czułeś wtedy presję?
Chodziłem do gimnazjum kadry wojewódzkiej przy ulicy Hożej w Szczecinie. W gimnazjum tak naprawdę z drużyną Pogoni trenowaliśmy 2-3 razy w tygodniu, a wszystkie pozostałe treningi odbywały się w szkole. Wychowawcą ze strony piłkarskiej w szkole był wtedy Maciej Mateńko – obecnie wiceprezes Polskiego Związku Piłki Nożnej. Trenowaliśmy dwa razy dziennie, a treningi były bardzo urozmaicone. Mieliśmy zajęcia z gimnastyki, aerobiku, basenu, a nawet w pewnym momencie pracowaliśmy nad techniką biegu.
W moim przypadku akurat to zaowocowało, bo w kolejnych badaniach szybkościowych miałem jeden z lepszych wyników w całym klubie. Liceum wyglądało już trochę inaczej. Trenowaliśmy również dwa razy dziennie, ale już tylko na obiektach Pogoni. Były to treningi czysto piłkarskie i dwa razy w tygodniu siłownia. Do tego dochodziły treningi indywidualne.
Mimo że jeszcze w Szczecinie nie było wtedy nowego stadionu, to już w tamtym czasie Pogoń miała 6 boisk naturalnych i jedno ze sztuczną nawierzchnią. Wcale nie dziwię się, że później praktycznie co roku Pogoń zdobywała medale w juniorskich mistrzostwach Polski, bo większość klubów w tamtych latach mogła pozazdrościć takiej infrastruktury.
Nie było mowy o presji. Byliśmy wtedy nastolatkami, którzy ciężko pracowali, żeby spełnić swoje marzenia. Pamiętam, jak kiedyś trener powiedział, że presję może czuć samotna matka wychowująca dwójkę dzieci. Zgodzę się z tym. Na najwyższym poziomie można mówić o presji, ale nie w sporcie juniorskim.

– Masz 27 lat, czyli jesteś w takim wieku, w którym nadal mógłbyś z powodzeniem grać w piłkę nożną na całkiem wysokim poziomie. Kylian Mbappe jest tylko rok młodszy od Ciebie, a wszyscy mówią, że jest młodym piłkarzem. Myślisz, że mógłbyś jeszcze wrócić do gry?
Zrezygnowałem z piłki jakieś 4 lata temu i nie myślę o powrocie. Na koniec grałem już typowo amatorsko, co i tak było czasochłonne. W połączeniu z pracą na pełen etat zabierało sporą część życia. W dodatku zacząłem też studia weekendowe, więc nie było przestrzeni na mecze w soboty.
– I wtedy zacząłeś biegać?
Generalnie biegałem już wcześniej, ale to było na zasadzie: 2 razy w tygodniu swobodny bieg 20-30 min. Brakowało mi aspektu socjalnego w tym wszystkim. Usłyszałem o Swords Athletics, dołączyłem na treningi i chwilę później przebiegłem swój pierwszy półmaraton.
– Bieganie sprawiało Ci trudności, czy było dla Ciebie naturalną kontynuacją sportowego stylu życia?
Przede wszystkim dzięki Swords Athletics dowiedziałem się, że bieganie poniekąd jest sportem drużynowym. Można się spotkać na wspólny trening, a później skoczyć na wspólne piwko czy kawę. Uważam, że bieganie to jednak trochę inny wysiłek niż piłka. Na pewno na początku sprawiało mi trudności, ale też nie byłem wtedy w najlepszej formie sportowej.
– Wspomniałeś o pierwszym półmaratonie, jaki czas uzyskałeś?
1:43!
– Wiele osób trenuje latami, by uzyskać taki czas. Myślisz, że zawdzięczasz to wieloletnim treningom piłkarskim, czy bardziej wrodzonym predyspozycjom? Bo rozumiem, że nie trenowałeś długo stricte biegania przed tym startem.
Przed tym półmaratonem pewnie miałem objętość treningową około 30 km tygodniowo i bez żadnego planu treningowego. Bezwątpienia uważam, że wszystkie lata treningów odegrały tutaj znaczną rolę. Jednak pamiętam te zakwasy do dziś. Żaden mecz podczas gry w piłkę nie zmęczył mnie tak, jak wtedy ten półmaraton.
– Uważasz, że masz większe predyspozycje do biegania czy do piłki nożnej?
Jak się okazuje, to chyba jednak do biegania. W piłce nie należałem do technicznych zawodników, tylko raczej zawsze nadrabiałem walecznością i szybkością.
– Niektórzy wielcy piłkarze, którzy doszli na szczyt, powiedzą, że talent to jakieś 10%, a reszta to ciężka praca. W październiku poprawiłeś swój czas maratoński w Amsterdamie, prawda?
Tak, był to mój trzeci maraton i udało się poprawić wynik o 4 minuty.
– Cztery minuty w maratonie to dużo. Jaki to był wynik?
2:53:22

– Jak wyglądały Twoje przygotowania do tego biegu?
Zacząłem tak naprawdę w lipcu, ale wtedy głównie wraz z trenerem pracowaliśmy nad szybkością z objętością 50 km tygodniowo. Po drodze była „połówka praska” jako część przygotowań. W poprzednim roku mam wrażenie, że przesadziłem trochę z objętością i pojawiła się kontuzja. Tegoroczny plan wyglądał zupełnie inaczej, bo trochę kombinowaliśmy. W całych przygotowaniach był jeden long run 30 km. Było więcej akcentów i biegów progowych i, jak widać, zaowocowało.
– Czyli można zaryzykować stwierdzenie: „jakość a nie ilość”?
Oczywiście, że w przygotowaniach do maratonu „ilość” musi zostać wybiegana. Jednak jakość treningów zestawiłbym wyżej w tej hierarchii. Tę tezę również potwierdza mój pierwszy dość spontaniczny start w maratonie. Na objętości 50-60 km i z najdłuższym biegiem progresywnym 25 km udało się niespodziewanie zrobić sub3 w debiucie.
– Po przebiegnięciu maratonu z bardzo dobrym wynikiem wiele osób ma trudności mentalne z ponownym podjęciem tego wysiłku. Skąd czerpiesz motywację, by kolejny raz pokonać swoją granicę?
Bardzo lubię proces przygotowań maratońskich. Od najmłodszych lat lubiłem wysiłek i ciężkie treningi. Jest to trochę powrót do pewnej rutyny, jak podczas gry w piłkę.
– Który sport wymagał u Ciebie więcej dyscypliny i determinacji – piłka nożna czy bieganie?
Chyba jednak piłka nożna. Chociażby nawet fakt, że grając w piłkę, zawsze musiałeś być na czas w konkretnym miejscu zbiórki etc. W bieganiu jesteś trochę freelancerem i sam decydujesz, o której robisz trening. Nikt cię z tego nie rozlicza, robisz to tak naprawdę dla siebie. Piłka to jednak sport drużynowy i ponosisz odpowiedzialność za inne jednostki.
– No chyba, że na zbiórkę ze Swords Athletics?
(śmiech) Tak! Oczywiście nie wypada, ale drobne spóźnienia są dozwolone!

– Jak się biega szybko, to można dobiec do grupy. Jakiś czas temu przeszukałem internet, jeśli chodzi o informacje o byłych piłkarzach, którzy po karierze zaczęli biegać. Wiesz, kto ma najlepszy wynik w maratonie?
Mateusz Klakla? Na pewno jestem szybszy od Robbena!
– Marcin Rosłoń, były piłkarz m.in. Legii Warszawa – 2:52.
Poza tym:
Arjen Robben – 2:58
Luis Enrique – 2:57
Raul Gonzalez – 2:59.
Czyli jest pudło!
– Reszty wyników nie przytaczam, bo są znacznie powyżej 3 godzin. Myślisz, że to o czymś świadczy? Co uważasz o tych wynikach?
Np. zdobywca Złotej Piłki, Kaka – 3:38.
Kaka akurat debiutował razem ze mną w Berlinie! Ciężko powiedzieć, jak wyglądał ich cykl przygotowań. Wydaje mi się, że bardziej traktowali to jako wyzwanie i zabawę. Przede wszystkim to znacznie starsi ode mnie zawodnicy i po długiej karierze piłkarskiej na najwyższym poziomie.
– Co według Ciebie jest najważniejsze, by zejść poniżej 3 godzin w maratonie? Może to zrobić każda trenująca osoba?
Myślę, że na pewno warto mieć trenera i rozpisany cykl treningowy od kogoś, kto ma wiedzę na ten temat. Ważnym aspektem jest również trening siłowy. Oczywiście odpowiednia regeneracja i sen. Większość osób z odpowiednim zaangażowaniem, zdrowiem i czasem na trening ma szansę osiągnąć ten wynik.
– Jak długo współpracujesz z trenerem?
Myśląc o maratonie wiedziałem, że będę chciał z kimś współpracować w pierwszych przygotowaniach. Finalnie rozpocząłem współpracę z trenerem w czerwcu 2023 roku.
– Jakie są Twoje sportowe cele, te bliższe i dalsze?
W tym roku postawiłem na dwa lokalne biegi, bo zarówno półmaraton, jak i maraton biegnę w Warszawie. W marcu celuję, żeby złamać 1:20.
– Na koniec zadam Ci pytanie. Gdybyś mógł cofnąć czas… Gdybyś mógł zacząć trenować jakiś sport od nowa, to co byś wybrał: bieganie czy piłkę nożną?
Pomidor! Generalizując, każdy sport uczy nas dyscypliny, pokory i radzenia sobie z porażkami. Piłka ma akurat to do siebie, że jest sportem drużynowym, więc dodatkowo uczy odpowiedzialności i funkcjonowania w grupie.
Ciągłe postępy Mateusza możecie śledzić na jego Stravie: @mateusz klakla (klik!)
Poniżej zapraszam do odwiedzenia najpopularniejszych wpisów na moim blogu:

Dodaj komentarz