Plany w miniony weekend były proste – start w biegu Orava Trail na dystansie 36 km podczas imprezy Tatra SkyMarathon, jednak ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne, bieg niestety się nie odbył. Od rana nad Tatrami szalały burze, a organizatorzy stanęli przed bardzo trudną, ale odpowiedzialną decyzją o odwołaniu tego oraz innych biegów. Ostatecznie zdecydowano, że jedynie bieg Tatra Trail na dystansie 15 km wystartuje, na który przeniesiono uczestników z Orava Trail i Tatra SkyMarathon.
O godzinie 13:00 stanąłem ja i nasza cała ekipa Swords Athletics na starcie Tatra Trail – 15 km i prawie 700 m przewyższenia. Już od początku trasa zaskoczyła nas wszystkich – musieliśmy przebić się przez strumień wody, a zaraz potem czekały na nas strome, błotniste podbiegi, które większość biegaczy pokonywała marszem. Niestety, organizatorzy popełnili tutaj moim zdaniem pewien błąd – wszyscy wystartowaliśmy jednocześnie, co przy tak trudnej i wąskiej trasie doprowadziło do powstawania zatorów. Jeśli ktoś nie załapał się na czołówkę, musiał liczyć się z częstymi przystankami i czekaniem, aż biegacze przed nim pokonają kolejne przeszkody.
Deszcz, który padał przez kilka godzin przed startem, sprawił, że trasa zamieniła się w błotniste wyzwanie. Cały bieg był walką o to, by się nie przewrócić – mnie się udało, ale widziałem sporo epickich upadków po drodze.
W połowie trasy organizatorzy kolejny raz się nie popisali planując trasę biegu. Na odcinku około 2 km pojawiła się mijanka biegaczy na bardzo wąskiej ścieżce wokół której było dosłownie bagno. O bardzo groźne zderzenia nie było trudno, ponieważ jedni z dużą prędkością zbiegali, a drudzy wbiegali patrząc się naturalnie głównie pod nogi.
Kiedy wreszcie minęły podbiegi, przyszedł czas na zbiegi – równie wymagające, strome, pełne błota, korzeni i krzaków. Każdy krok musiał być dobrze przemyślany.
Na trasie biegu dopingował nam super cheer zone Swords Athletics, zdecydowanie najlepsza ekipa w Tatrach tego weekendu, która dodała skrzydeł na ostatnim kilometrze biegu!
A na mecie czekała na mnie Weronika, która nie dość, że znosi moje codzienne trudy treningowe to jeszcze przyniosła mi czystą koszulkę na przebranie i colę!
Na ten bieg wybrałem buty Nike Ultrafly i muszę przyznać, że spisały się na medal. Biegło mi się w nich bardzo wygodnie, a ich przyczepność na stromych podejściach wielokrotnie mnie zaskakiwała. Prawdopodobnie to właśnie dzięki nim udało mi się uniknąć upadków, które były zmorą wielu uczestników.
Model Ultrafly wyposażony jest w najnowsze technologie, takie jak pianka ZoomX, która zapewnia doskonałą amortyzację i zwrot energii, oraz powłoka Vaporweave, która sprawia, że buty są lekkie i szybkoschnące – dało się to odczuć!
Dodatkowo, ich podeszwa zewnętrzna z Vibram® Litebase i bieżnik generujący świetną przyczepność na różnych nawierzchniach, okazała się niezastąpiona na śliskim i błotnistym terenie.
Zdecydowanie mogę je polecić każdemu, kto szuka niezawodnego obuwia na wymagające trasy trailowe.
Podsumowując całe wydarzenie: żałuję, że pogoda nie pozwoliła nam wystartować w Orava Trail – podobno ta trasa jest o wiele bardziej atrakcyjna. Jednocześnie przekonałem się, że biegi trailowe w takim wydaniu to nie mój klimat.
Walka w błocie i strome podbiegi to nie jest to, co lubię najbardziej.




Dodaj komentarz